Mesjanizm się przeterminował.

„Chciałbyś mieć wszystko, nie dając w zamian nic
Chciałbyś przez życie na innym grzbiecie iść
Twoja miłość do siebie budzi we mnie lęk
Twoja miłość do siebie budzi we mnie wstręt.”

Ira Znamię

Chciałam zaopiekować się całym światem.

Chciałam pokazać, że zasługuję na uznanie i miłość.

Że jestem wartościowa.

Więc robiłam wszystko, żeby być docenianą, a inni to wykorzystywali.

Potrzebujesz pomocy? Poproś Ankę, ona nie odmawia, bo nie umie tego robić.

Bo świat nauczył ją, że ma oddawać wszystko kosztem siebie.

I że tylko ona musi sie starać, budować, naprawiać, inni w tym czasie mogą leżeć.

Więc oddawałam siebie całą rodzinie, która to wykorzystywała, bo nie potrafiłam powiedzieć słowa nie.

Bo gdy sie nie zgodzę, przestaną mnie lubić.

Wiec oddawałam też wszystko toksycznemu partnerowi, budowałam nasze życie sama, pracowałam za nas obu, a on tylko zbierał plony moich wysiłków.

Byłam w związku kobietą i mężczyzną równocześnie.

I dla mnie nie zostawało już nic.

Dlaczego ja muszę dźwigać na głowie cały świat?

Nie muszę, to proste.

Zajmijcie sie sobą, bo każdy odpowiedzialny jest tylko za siebie, nie za innych.

Moj bunt wywołał szok w rodzinie.

Oświadczono mi, że nikt nie będzie ponosił odpowiedzialności za moje decyzje i mogę zapomnieć o jakiejkolwiek pomocy.

Kto, oprócz mnie, odpowiada za moje życie?

Kto, pytam, stawia się na równi z Bogiem?

Kto ocenia, jak powinnam żyć?

Kto jest na tyle bezczelny, żeby mówić mi, kim mam być i jakie wartosci reprezentować?

Mówią, że to dla mojego dobra. A skąd wiedzą,  co jest dla mnie najlepsze?

W ocenianiu drugiego człowieka zawsze tkwi lęk wychodzący z ego, że jestem gorszy i że ja tak nie potrafię.

A co najważniejsze, paniczny lęk przed tym, że komuś może sie udać. Że ktoś się wyzwoli, stanie na nogi w sposób, jaki nieosiągalny jest dla osoby oceniającej.

Jestem w rodzinie czarną owcą, bo przestałam żyć cudzymi oczekiwaniami i zaczęłam mówić głośno o swoich potrzebach.

Zostawiłam toksycznego partnera.

Zmieniłam kraj zamieszkania.

Zaczęłam inwestować energię we własny rozwój, zamiast w spełnianie potrzeb wampirów energetycznych.

Otoczyłam opieką samą siebie i pozwoliłam sobie na miłość, jakiej niewielu ludzi doświadcza.

Miłość płynącą z pełni, nie z braku. Miłość, ktora wznosi zamiast upadlać. I która codziennie odbiciem w lustrze mówi mi, że jestem warta wszystkiego, co najlepsze.

Że mogę sięgać po marzenia i spełniać je, bo na to zasługuję.

Nie dlatego, że moje życie jest jednym wielkim poświęceniem, że sama nadal będę się umniejszać, żeby inni rośli.

Po prostu dlatego, że jestem.

I to wystarczy.

Więc przestałam sie tłumaczyć, dopasowywać, udowadniać swoją wartość. Przestałam być na każde zawołanie.

Straciłam rodzinę.

Czy ja kiedykolwiek ją miałam?

Samotność, obecność, jest lepsza niz sztuczny tłum ujadaczy.

Mesjanizm się przeterminował.

A ja nauczyłam się traktować ludzi dokładnie tak, jak oni mnie traktują.

Odbijam ich własne zachowania.

Odchodzę z relacji, które zbudowane były tylko na pasożytnictwie.

Nie dzwonię, nie zabiegam o uwagę, bo uwaga marionetek już dawno przestała być dla mnie jakąkolwiek wartością.

Wartością jestem ja i życie, jakie dla siebie buduję.

Pierwszy raz w zgodzie z własnymi pragnieniami.

Pierwszy raz moje działania bogacą mnie, nie innych.

Teraz, jeżeli daję, robię to z wyboru i nadmiaru, nie dlatego, że tak trzeba i żeby wyrównać własne braki.

Sztuczny poklask juz mnie nie interesuje, bo nauczyłam się sama sobie klaskać.

„Kiedyś to byś mi odtrącił dłoń
Dzisiaj na mój widok robisz skłon
Zmazuj sobie szybko pianę z ust
Widzę jak ci skacze puls
Nie chce widzieć żadnych póz
Nie chcę widzieć nic.”

Taco Hemingway Karimata

Namaste.

Dodaj komentarz