„Potykam się, więc ręce w przód, do góry twarz, w dół lecę!
O ciemny Boże mego życia miej mnie w swej opiece”
J. Kaczmarski – Przypowieść o ślepcach
Zapiłam.
Po trzech latach i ośmiu miesiącach trzeźwości wsiadłam w auto, pojechałam na stację, kupiłam 0,7l gorzały i upodliłam się w sposób spektakularny.
Emocje ostatnich tygodni dały o sobie znać z sposób całkowicie nieprzewidywalny. Wybuchły z siłą tornada i nie mogłam znaleźć zdrowego sposobu, żeby sobie z nimi poradzić.
Wszystko było bólem i wołaniem o spokój.
Tańczyłam, ale taniec nie dawał mi wytchnienia. Mózg produkował milion myśli na minutę. Stał się dla mnie klatką, z której nie potrafiłam się wydostać. Jak lunatyczka wsiadłam w auto, pojechałam, kupiłam i napiłam się.
Czekałam na znane mi doskonale z lat czynnego alkoholizmu uczucie luzu i spokoju. Liczyłam na chwilę oddechu, na reset zwariowanego umysłu, który gnał i na oślep w coraz większą manię. Czekałam, aż etanol zabije we mnie emocje i przyniesie to zbawienne poczucie lekkości i dystansu do własnych spraw. Chociaż na chwilę.
Nic takiego się nie stało.
Piłam i nie byłam ani trochę spokojniejsza. Alkohol nie zadziałał na mnie w sposób mi znany. Byłam tylko coraz bardziej pijana, ale nadal całkowicie świadoma walki, jaka rozgrywa się we mnie pomiędzy znowu zamykaną w klatce duszą, a triumfującym ego. Poczułam, że nie tędy droga. Po raz kolejny przekonałam się, że nie da się kontrolować emocji za pomocą flaszki.
Obudziłam się rano i wylałam to, co zostało. Nie miałam już w sobie żadnego przymusu picia. Nie wpadłam w ciąg i byłam tym szczerze zdumiona. Poczułam się dokładnie tak samo, jak przez te ostatnie lata trzeźwości. Alkohol nie miał nade mną żadnej władzy.
Zamiast pić dalej, poszłam więc żyć dalej.
I żyję, jestem trzeźwa i wdzięczna Bogu za to doświadczenie. Było to jak dawka przypominająca jakiegoś leku. Patrz i ucz się kobieto. Alkohol istnieje na świecie, ale nie w Twoim uniwersum. Zbudowałaś coś naprawdę trwałego.
Kiedy przestałam pić 3 lata i 8 miesięcy temu, postawiłam się nałogowi w sposób świadomy. Oddałam kierowanie moim życiem Bogu. I kiedy zapiłam okazało się, że alkohol nie był w stanie znowu przejąć nade mną kontroli.
Że jest ktoś, kto czuwa i kieruje.
Jest też ktoś, kto podnosi mnie, kiedy upadam.
I jest we mnie moc, którą zdobyłam ja sama. Rozwój duchowy dał mi siłę. Sprawił, że poczułam się pełna i doskonała. Pozbyłam się kompleksów i umiem pracować nad traumami w sposób świadomy. Alkoholu nie potrzebuję już do niczego. Stał się reliktem przeszłości.
Tak jak tamta stara, zakompleksiona, pełna bólu i lęków wersja mnie. Tamtej kobiety już nie ma. I wcale za nią nie tęsknię. Nawet wtedy, kiedy muszę dokonywać trudnych wyborów. Nawet kiedy życie sprawia ból rzucając mi kłody pod nogi.
Ja jestem. I to wystarczy.
Nie uczymy się na wzlotach, tylko upadkach. Jeśli potrafię wstać z kolan i przeprosić własne ciało za kolejną porcję trucizny, którą je poczęstowałam, to znaczy, że każde kolejne potknięcie uczyni mnie silniejszą, nie słabszą.
Upadłam, zapiłam, wstałam i idę dalej.
Po moje.
” – Cóż nam zostało, kiedy świata zabrakło dookoła?
kije i sakwy i kapoty i palce w oczodołach!
Powiew wiatru, słońca promień na chciwe twarze brać,
Padać i wstawać, padać i wstawać, padać i wstawać, padać i wstawać…
I wstać!”
J. Kaczmarski – Przypowieść o ślepcach.
Dziękuję. Kocham Cię. Ubuntu.
👉 J. Kaczmarski – Przypowieść o ślepcach.
👉 Bezsilność wobec alkoholu – mój pierwszy krok do trzeźwego życia.
👉 Rozum mnie zabił. Wiara mnie ocaliła. Drugi krok Anonimowych Alkoholików.
👉Od kieliszka do przebudzenia – historia kobiety, która przestała pić.

