Nie stłuczesz mnie znów
Wiem już, że jestem z gliny
Ale z ogniem w środku.
- Moja cisza
Alkoholizm to ciągła utrata. Tracimy rodzinę, przyjaciół, zdrowie, pieniądze.
Ale jest coś, co boli bardziej niż utrata tego wszystkiego. Ma to miejsce, kiedy znika godność osobista. Dzieje się to czasem bardzo powoli, wręcz niezauważalnie. I nagle odwracam się, patrzę na swoje życie i widzę, że tego już nie ma. Oddałam, zamieniłam na inne rzeczy, które w danym momencie wydawały mi się ważniejsze niż ja sama. Albo po prostu ktoś wszedł z buciorami w moje życie i zabrał, co chciał. Jakbym była rzeczą. A moja własność jego własnością.
Każdą decyzją i czynem kładłam na szalę godność osobistą. Wieloma decyzjami i czynami odbierałam ją sobie. Działo się to, kiedy:
zostawałam w czymś, co mnie niszczyło, choć moja dusza już dawno wołała uciekaj!
przepraszałam za to, że istnieję,
oddawałam się w ręce kogoś, kto po prostu mną gardził
i kiedy sprzedawałam własną prawdę za spokoj.
W ciszy porzucałam samą siebie, a to bolało. Z każdym dniem oddalalam się od siebie coraz bardziej.
Decyzję podejmowane w taki sposob, żeby, żeby sprawić przyjemność komuś, nie sobie. Kiedy piłam, byłam jedną wielka potrzebą akceptacji. Myślałam, że jeśli oddam wszystko, co mam, rozmienię się na drobne, będę lubiana, szanowana i podziwiana. Błędnie sądziłam, że na tym polega moja siła. Że wypływa ona z uwielbienia, jakie chciałam zobaczyć w oczach innych. Desperacko do tego dążyłam, gdyż to miało skutecznie zasłonić mi obraz samej siebie, jaki zbudowałam w głowie.
Słabej siebie. Bezbronnej. Przestraszonej. Wtopionej w ścianę. Dającej innym pierwszeństwo w kolejce do wszystkiego, co wtedy uważałam za wartosciowe i godne posiadania.
Myliłam się.
Przepraszam samą siebie za to, że tak bardzo się myliłam. Przepraszam, że godność osobistą najczęściej zabierałam sobie sama ponieważ myślałam, że nie zasługuję na to, żeby ją mieć.
Pracowałam za czworo, żeby zadowolić szefa. Brałam na siebie obowiązki innych i wyręczałam ich. Byłam służącą, sprzątaczką, praczką. Pozwalałam, żeby inni ludzie zabierali po kawałku moją przestrzeń osobistą. Tłumaczyłam się. Nie potrafiłam powiedzieć nie. I pozwalałam na dotyk, na który akurat nie miałam ochoty.
Żeby tylko ktoś mnie zaakceptował i pokochał. Żeby mimo tej strasznej choroby, na jaką zapadłam nie prosząc o nią, ktoś stanął przede mną i powiedzial: jesteś warta.
Nie rozumiałam wtedy, że to ja powinnam wypowiadać te słowa stojac przed lustrem. Sama do siebie. Nie chciałam zrozumieć, że oddając siebie kawalek po kawałku innym ludziom nie staję się silniejsza, tylko słabsza. Bo godząc się na wszystko, w pakiecie oddawałam innym własną godność. Myślałam, że zyskuję, a cały czas konsekwentnie traciłam.
Jeśli nie pozwalałam sobie na luksus bycia doskonałą, inni też nie dostrzegali mojej doskonałości. Wiec przychodzili tylko po to, żeby brać.
Dzisiaj wiem, że najpierw powinnam dawać sobie samej, dopiero później oczekiwać tego od świata. Lub nie oczekiwać wcale. Dzisiaj już nie tracę własnej godności. Ona wróciła. Nie boję się, że coś stracę, bo nie pozwalam na okradanie siebie. Wybór istnieje zawsze. Związany jest ze stawianiem granic. Z nauczeniem się odmawiania bez tłumaczenia. Z akceptacją siebie i stawianiem własnych potrzeb przed potrzebami innych.
Dzisiaj żałuję wielu rzeczy, które miały miejsce w moim życiu. Ale utraty godności żałuję najbardziej. Lecz jak zawsze – wstaję i idę dalej. Nie ma już we mnie zgody na to, by ktoś inny decydował, ile jestem warta. Nie ma już zgody, by dotyk powodowal ból, czyny przynosiły jedynie wstyd i upokorzenie, a moje toksyczne myśli oddalały mnie od siebie samej. Nie będę ju więcej uśmiechać się, kiedy ciało mówi stop, a dusza wyje z rozpaczy.
Jednym aktem prawdy i jednym słowem dosyć zapraszam swoją godność z powrotem. I nie stracę jej, bo nie chcę już więcej zdradzać samej siebie.
Kochać i tracić, pragnąć i żałować,
Padać boleśnie i znów się podnosić,
Krzyczeć tęsknocie precz i błagać prowadź!
Oto jest życie: nic, a jakże dosyć…
L. Staff


Potrzebny wpis.
PolubieniePolubione przez 1 osoba