Głos w mojej głowie. Dlaczego tak długo nie mogłam przestać pić.

„Raz piłem z diabłem — hej, lała się gorzała!
Cała karczma wyła, cała sala grała!
Raz piłem z diabłem — a on duszy chciał!
Za złoto i za władzę wszystko obiecał!”

Coderus RAZ PIŁEM Z DIABŁEM

Znacie to uczucie, kiedy chcecie zmienić życie,  podejmujecie decyzję, a zaraz w głowie odzywa się głos sprzeciwu:

Że od jutra,

że nie dasz rady,

że bez alko sobie nie poradzisz?

Ja to znam bardzo dobrze. Ten głos w mojej głowie rządził mną latami. A raczej dwa głosy.

Coś jak schizofrenia lub walka Diabła z Aniołem.

Każda moja próba wyjścia z nałogu, pójścia za głosem, który wołał mnie do powrotu do siebie, do zdrowego życia, była natychmiast bojkotowana przez ten drugi głos, który krzyczał, że nie dam rady.

Ten głos, ego w stanie paniki, najczęściej wygrywał, bo był po prostu głośniejszy.

Bardziej dosadny.

I generował coś, przed czym każdy z nas ucieka, a im dalej chce uciec, tym więcej tego dostaje od życia na zasadzie odwrotnosci.

Produkował ogromny, niewyobrażalny lęk.

Lęk przed zmianą, która przecież musiała boleć.

Bo każda zmiana boli.

Chciałam przestać pić po wielu latach w trybie praca – dom, wieczorem flaszka.

Przestawić się na inne myślenie.

Nauczyć się szukać nagrody gdzie indziej. I zapełnić wielką pustkę, jaka wytwarza się w każdym alkoholiku, który nagle przestaje pić.

Bo jakby na to nie patrzeć, w tych latach kiedy piłam, uważałam alko za przyjaciela.  Sprzymierzeńca, który pozwalał mi funkcjonować. Ułatwiał radzenia sobie z emocjami. Zagłuszał  wewnętrzny krzyk.

Tak wtedy o nim myślałam.

Bo głos w mojej głowie nieustannie nadawał: popatrz, teraz jest ci źle, ale za chwilę się napijesz i to będzie twoja nagroda po ciężkim dniu.

ZRELAKSUJESZ SIĘ, ZASŁUŻYŁAŚ NA TO!

A przecież bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę z degeneracji, jaką alkohol tworzy w mojej głowie, ciele i związkach.

Wiedziałam bardzo dobrze, że piję neurotoksynę hektolitrami.

I że jeśli nie przestanę, skończę marnie.

Tak mówił cichutko, racjonalny głos wewnątrz mnie. Opowiadał mi o tym, ile tracę pijąc. Przypominał niepewnie, że można żyć inaczej.

Prosił, żebym tylko w to uwierzyła.

Latami ten głos był za cichy.

Łatwo dawał się zakrzyczeć temu drugiemu, który twierdzi, że nie dam rady i że nie zasługuję na normalne życie, bo przecież jestem najgorszym człowiekiem na świecie.

Więc latami piłam i chodziłam jak schizofreniczka z dialogiem w głowie.

Niebo – piekło.

Dobro – zło.

Nałóg – trzeźwość.

Aż w końcu zdałam sobie sprawę, że te głosy nie są moje.

To nie ja mówię do siebie. Przecież ja jestem tylko obserwatorem tej dyskusji. Nie biorę w niej udziału i jest ona poza moim wpływem.

Ja tylko słucham.

Bo jestem czymś zupełnie innym niż moje malutkie, wystraszone ego.

Bo jestem więcej niż ten lęk.

I mogę oraz potrafię.

To odkrycie nauczyło mnie bardzo ważnej rzeczy. Głowa będzie gadać. A Ty człowieku rób swoje.

Rób, to co czujesz, rób to, co wewnętrznie jest spójne z Tobą.

Na poziomie serca, nie rozumu.

Bo mózg jest tak skonstruowany, że zawsze będzie szukał zagrożenia. Będzie generował czarne scenariusze, bo to jest po prostu ludzki atawizm.

I to nie ma nic wspólnego z tym, co jest prawdziwe, istotne, dobre dla mnie.

Ten lęk, który fabrykowal sabotażysta wewnątrz mojej głowy, to fatamorgana.

Kiedy uzmysłowilam sobie, że nie jestem tym głosem i postanowiłam wyrwać się z nałogu, nic, dosłownie nic koszmarnego, żadna z czarnych wróżb mojego chorego mózgu się nie sprawdziła.

Za to zdarzył się cud.

Codzienność stawała się coraz lepsza, spokojniejsza.

Wypełniona wartościami, które naprawdę mają sens.

I kiedy przestałam pić, kiedy odseparowalam się od tego głosu, z dnia na dzień zaczęłam stawać się coraz silniejsza.

Zaczęłam coraz bardziej wierzyć w siebie i swoje możliwości.

Ufać swoim osądom i intuicji.

Zdobyłam siłę, żeby wreszcie zacząć kreować swoje życie w sposób odpowiedzialny.

Cztery lata abstynencji, a ja nadal buduję siebie dzień po dniu. Codziennie staram się być o 1% lepszym człowiekiem. I to jest właśnie największy dar życia – stawać się dla siebie samego sterem, żeglarzem i okrętem.

A głosy w mojej głowie?

Nadal gadają.

Ale teraz świadomie staram się ich nie słuchać.

Nie zawsze mi się udaje.

Ale celem życia jest droga, a nie osiągnięcie celu.

Więc jeśli jeszcze raz usłyszysz w swojej głowie głos, który Ci mówi, że nie dasz rady, zapytaj po prostu:

Kto to mówi?

I usiądź z tym pytaniem w swojej ciszy.

👉Coderus – RAZ PIŁEM Z DIABŁEM.

👉Rzuć alkohol w jeden dzień. Metoda Allena Carra w praktyce. Maciej Kramarz.

👉Nikt nie zrobi tego za mnie. Lekcja, której nauczył mnie alkoholizm.

Dodaj komentarz