7 dni trzeźwej ciszy, czyli co zrobić ze sobą zamiast sięgnąć po butelkę.

„Wolność nie spada z nieba.

Wolność wyrywa się z gardła piekła”.

CODERUS – LORD OF HELL

Idź do lasu i przytul się do drzew – usłyszał ode mnie pewien człowiek, który postanowił podnieść się po  trzytygodniowym ciągu alkoholowym.

Idiotyczna rada? Punkt widzenia zależy ponoć od punktu siedzenia. I często nie mamy nawet pojęcia, że osoba, którą właśnie spotkaliśmy lub zdanie, które usłyszeliśmy lub przeczytaliśmy na zawsze odmienią nasz los.

Bo nigdy nie wiadomo, co jest strzałą, która trafi nas dokładnie tam, gdzie powinna. W sam środek bólu pod tytułem właśnie dzisiaj postanawiam zawalczyć o siebie i swoje życie. Dzisiaj nie piję.

Fajne, w gruncie rzeczy lekkie do wypowiedzenia zdanie. Sama mówiłam je wielokrotnie.

I wielokrotnie wieczorem od nowa z automatu sięgałam po flaszkę i kończyło się jak zwykle.

Bo łatwo powiedzieć dzisiaj nie piję. Gorzej utrzymać to postanowienie, mając przeciwko sobie zbuntowane, uzależnione ciało, które DOMAGA SIĘ swojej dawki toksyny niewyobrażalnym bólem.

Łatwo rzucić takie zdanie. A potem czekać, aż mój pijany mózg robi myślowe salto i zaczyna krzyczeć to boli i ja natychmiast chcę znieczulenia, bo nie jestem w stanie tego wytrzymać.

Ja wytrzeźwieję jutro.

Albo za tydzień.

Albo wtedy, kiedy moja sytuacja życiowa będzie trochę bardziej stabilna, bo teraz mam dużo nerwów i spraw na głowie i nie chcę sobie dokładać.

Tylko że majstersztyk uzależnienia od toksyny polega na tym, że większość tych właśnie nerwów i trudnych spraw wygenerowała ona sama. I jeśli nie przerwę tego łańcucha przyczynowo-skutkowego, będzie on trwał aż do mojej raczej szybkiej śmierci.

O tym to właśnie jest, że najlepsza chwila na decyzję jest właśnie teraz. Bo nigdy nie mam pewności, czy dożyję jakiegoś jutra.

Bo zegar tyka i kolejny pijany dzień pozbawia mnie możliwości przeżycia jednego więcej trzeźwego dnia życia.

I dlatego właśnie gra jest warta świeczki.

Tylko po postanowieniu, że właśnie dzisiaj jest ten dzień, kiedy ja wreszcie chcę rozpocząć prawdziwe, wartościowe, wolne od nałogu życie pojawia się:

DZIEŃ PIERWSZY trzeźwego życia, które w tym momencie boli dużo mocniej, niż kac.

DZIEŃ DRUGI, w którym czas, dawniej przeznaczany na picie, rozciąga się jak guma i każda minuta trwa nieskończenie długo, a ja nie wiem, co do cholery mogłabym zrobić z tym czasem, bo przecież przez wiele lat moją jedyną rozrywką było upić się i trwać w innym, pijanym wymiarze, gdzie czas leciał bardzo szybko i zaraz znowu trzeba było na kacu wstawać do roboty.

I każdy kolejny dzień trzeźwego życia na początku boli trochę bardziej i mam wrażenie, że ten ból jest bez sensu.

Że ja się do trzeźwego życia po prostu nie nadaję.

Więc sięgam po alko i obłędny taniec trucizny w moim ciele zaczyna się od nowa.

A może by tak zrobić coś innego?

Wiecie? Można powiedzieć sobie okej, teraz jest ciężko, ale dam radę. Wiem, że kiedyś ten ból się skończy, a ja powstanę jak Feniks z popiołów gotowa na moje nowe, trzeźwe życie.

Życie, jakie wybieram sobie sama. Życie, w którym to ja decyduję kim jestem i co robię.

Bo odebrałam alkoholowi sprawczość.

I te ciężkie dni były też moimi dniami, kiedy ponad cztery lata temu przestałam pić. Dni pełne lęku o przyszłość, bólu ciała, które pozbywa się trucizny, natrętnych myśli, co zrobić z z tym czasem, kiedy minuta trwa wieczność, a ja nie mam czarodziejskiej różdżki, żeby przyspieszyć ten cholerny czas.

Żeby wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy boli trochę mniej.

Czarodziejska różdżka nie istnieje – powiedział mi ponad rok później facet, którego wysłałam do lasu.

Miał rację, co wcale nie oznacza, że nie możesz sobie ułatwić przejścia przez ten trudny czas pierwszych trzeźwych dni.

Że musisz zrobić wszystko sam/sama.

Doświadczenie tamtego czasu sprzed czterech lat pozwoliło mi stworzyć narzędzie, które Tobie ułatwi tą drogę.

Dziennik na siedem pierwszych dni, który pozwoli ci przejść przez najgorszy okres powrotu do siebie w sposób celowy.

Wyeliminuje chaos i pytanie co zrobić z czasem.

Da ci narzędzia do rozpoczęcia pracy z własnymi emocjami. Bo przestać pić to dopiero początek. Najtrudniejsza rzeczą jest wrócić do siebie, zrozumieć kim jestem, czego chcę oraz dokąd zmierzam.

👍Zobacz „7 dni trzeźwej ciszy”

To jest praca na lata.

Ja tej pracy za Ciebie nie wykonam. Każdy musi sam wyrwać się z piekła.

Ale dam Ci pomoc, która ułatwi rozpoczęcie tej drogi.

Nie obiecuję Ci, że przez siedem dni wszystko przestanie boleć.


Obiecuję tylko, że przez te siedem dni nie będziesz chodzić po omacku. Każdego dnia dostaniesz coś, czego możesz się złapać, kiedy głowa zacznie Ci mówić, że najłatwiej byłoby znowu się znieczulić.


Bo wolność naprawdę nie spada z nieba.


Czasem zaczyna się od jednego dnia. Potem od następnego. Aż któregoś dnia orientujesz się, że nie wracasz już do siebie.


Ty po prostu znowu jesteś sobą.

Ubuntu.

Jeśli moja cisza daje Ci coś dobrego…
możesz postawić mi kawę i pomóc mi tworzyć kolejne teksty, które zostają na dłużej.


Postaw mi kawę ☕

👉CODERUS – LORD OF HELL

Zostań ze mną trochę dłużej.

Nowe teksty o trzeźwości, zmianie i życiu po swojemu. Bez spamu. Tylko wtedy, kiedy naprawdę mam Ci coś do powiedzenia.

Możesz zrezygnować w każdej chwili, klikając link wypisu w wiadomości.

Zostaw odpowiedź