Czasami żeby dotrzeć do samej siebie, trzeba wyruszyć w drogę.
Moja droga to nie tylko podróż w głąb siebie, ale także dystans przebytych kilometrów, miejsca i ludzie, których spotykałam na swojej drodze.
Bo to jest prawda, że gdziekolwiek się udasz, Twoje problemy pojadą tam razem z Tobą.
Ale równocześnie będąc gdzie indziej można zobaczyć siebie w innym świetle. Wyrywając się z kontekstu miejsca wyrywasz się także z kontekstu określeń, które definiowały Cię od początku.
Burzysz rolę, którą grałaś przez całe życie, bo w nowym miejscu nikt nie ma gotowej opowieści o tym, kim zawsze byłaś.
W moim przypadku zmiana kraju zamieszkania miała ogromne znaczenie dla trzeźwienia. Nie dlatego, że można uciec przed sobą. Siebie zabiera się wszędzie. Ale czasem trzeba odejść wystarczająco daleko od cudzych wyobrażeń o nas, żeby wreszcie usłyszeć własne.
Gdybym tkwiła w moim mieście, uwięziona w schematach Anka jest taka i taka, z tej rodziny, tu pracuje, a dziesięć lat temu krzywo na mnie spojrzała i powiedziała mi niemiłe słowo, pewnie nadal chodziłabym pijana i nieszczęśliwa.
Tam przecież wszyscy pamiętają każdy szczegół mojego życia. Szczególnie upadki, w małych miasteczkach o upadkach się nie zapomina.
W starym otoczeniu bardzo trudno stać się kimś nowym.
W nowym miejscu łatwiej jest zobaczyć się z innej perspektywy. Łatwiej też spotkać ludzi, którzy przyjmą Cię taką, jaką jesteś w tym momencie bez całego majdanu przeszłości, o którym lepiej zapomnieć.
Bo nieustanne wywlekanie dawnych brudów nie pomaga w trzeźwieniu, szczególnie kiedy robi to otoczenie, które, jak to mówią, widzi źdźbło w Twoim oku, ale nie widzi belki we własnym.
A trupy w szafie trzyma każdy. Nie wszystkie tylko z niej wypadają.
Kiedy piłam, moje trupy wypadały z szafy systematycznie, dlatego we własnym środowisku trudniej mi było zobaczyć w sobie kogoś innego niż etykietki.
W nowym miejscu łatwiej mi było pomyśleć o sobie przychylnie. Zwłaszcza, kiedy otrzymywałam przychylność od innych ludzi.
A kiedy zaczęłam myśleć o sobie chociaż trochę lepiej, powoli pojawiło się światełko w tunelu. Że może jednak nie jestem najgorszym człowiekiem na świecie. Że może jednak jestem warta coś więcej niż pijane życie i długi.
Dlatego tam, wśród ludzi bez oczekiwań, łatwiej mi było postawić na siebie.
Zaopiekować się sobą i usłyszeć wewnątrz, czego naprawdę chcę.
Ale najpierw usłyszałam, czego nie chcę. Bo kiedy z powrotem wróciłam na stare śmieci, znowu otoczenie wystąpiło ze swoimi etykietkami. Nikt nie zobaczył nowej mnie, trzeźwej mnie. Byłam tam znowu starą Anką.
Najgorszym człowiekiem na świecie.
I poczułam, że tego właśnie nie chcę. Być do końca życia oceniana przez pryzmat tego, kim byłam kiedyś.
Że moje trzeźwe życie chcę budować zupełnie gdzie indziej. Więc znowu wyjechałam.
I dzień po dniu odnajduję samą siebie. Zbliżam się do siebie coraz bardziej. Uczę się, że dla siebie jestem najważniejszą osobą na świecie, że mam wartość i marzenia, które chcę wprowadzać w życie. Potrzeby, które są ważne.
Bo ja jestem ważna.
Może nie dla innych, ale dla samej siebie.
👉Od kieliszka do przebudzenia – historia kobiety, która przestała pić.
👉Alkoholizm – choroba, której nikt nie chce widzieć.
👉CODERUS – LORD OF HELL| Pokonałem Piekło.

