Alkohol a lęk. Im dłużej pijesz, tym bardziej się boisz.

Boisz się, prawda?

Im dłużej pijesz, tym bardziej się boisz.

Kiedyś wydawało Ci się, że po alkoholu jesteś odważna i nie ma dla Ciebie nic niemożliwego.

Kiedy byłaś pijana, miałaś wielkie plany, zdobywałaś super partnera, pracę, najwyższy szczyt, szacunek, pieniądze i sławę.

A potem budziłaś się na kacu przerażona własnymi pomysłami, niezdolna nawet do ogarnięcia mieszkania, a co dopiero życia.

I bałaś się jeszcze bardziej niż przed wypiciem pierwszego drinka.

Też to miałam.

Po alko fantazje nie z tej ziemi, na drugi dzień smutna rzeczywistość i strach, że ktoś w pracy wyczuje gorzałę. Że braknie kasy na wieczorne alko.

Myślałam, że świat jest straszny, ludzie źli, a ja nic nie warta i każdy, dosłownie każdy wyczyta to z mojej twarzy.

Bałam się wyjść z domu, zapytać o lepszą pracę, przebywać w tłumie, robić zakupy, jechać samochodem.

W nocy śniłam sny, którymi rządził tylko lęk.  Sny o końcu świata, kataklizmach i klęskach żywiołowych. Często krzyczałam przez sen, bo to wszystko było niesamowicie realistyczne.

I to ciągle wewnętrzne drganie. Jakby wszystkie moje narządy trzęsły się od środka, nawet jak na zewnątrz nie było to widoczne.

A wiesz, co jest w tym najbardziej przerażające?

To, że byłam święcie przekonana, że tak ma być. Że ten lęk, paranoiczny wręcz strach przed życiem i przyszłością jest normalny i że każdy go czuje.

Że jest związany z dorosłością, odpowiedzialnością i strukturą kraju, który jest nieprzychylny zwykłemu obywatelowi. 

Nic z tych rzeczy. 

To, że się trzęsłam od środka i panikowałam na myśl, że muszę wykonać jakaś prozaiczną czynność wcale nie oznaczało, że jestem osobą strachliwą. Wręcz przeciwnie.

Teraz, kiedy odzyskałam wewnętrzny spokój, uważam siebie za osobę odważną.

Często dużo bardziej niż ludzie, którzy mnie otaczają.

Nie mam problemu wprowadzać marzeń w życie. Nie boję się zmian, przyszłości ani tego, co o mnie pomyślą inni.

I śpię spokojnie jak dziecko.

Pewnie chcesz wiedzieć, jak tego dokonałam?

Wprowadziłam w życie tylko jedną zmianę.

Po prostu przestałam pić.

I zmieniło się wszystko.

Alkohol to toksyna. Zmienia chemię mózgu. Zaburza pracę neuroprzekaźników sprawiając, że wiecej jest tych pobudzających zamiast uspakajających. Dodatkowo odwadnia i nasila zmęczenie przez zaburzanie faz snu.

I jak chcesz po tym czuć się odważna?

Funkcjonujesz bez siły. Niewyspana. Na kacu. Roztrzęsiona.

Kiedy przestałam pić, to wszystko zniknęło.

Oczywiście nie od razu, nie ma tutaj czarodziejskich różdżek.

Po odstawieniu alko lęk się nasila.

Bezsenność wzmaga.

I trzęsiesz się jeszcze bardziej niż na kacu gigancie.

Bo kiedy toksyna opuszcza ciało, ono potrzebuje czasu, żeby wrócić do równowagi.

Nie da się naprawić w jeden dzień tego, co się psuło latami.

W tydzień też nie.

Ale warto i Ty nie chcesz być do końca życia przestraszonym, trzęsącym się człowiekiem.

Bo wszystko, co najgorsze, już Cię spotkało, kiedy piłaś.

Teraz z dnia na dzień będzie lepiej. Bezpieczniej w ciele i spokojniej w głowie.

I Ty tego chcesz i o tym marzysz.

My nadużywający alkoholu jesteśmy w rozkroku.

Boimy się pić i boimy się nie pić.

Tylko że przychodzi taki dzień, kiedy trzeba zdecydować.

Ten lęk nie jest Twój. Usiądź w ciszy i przypomnij sobie, że Ty taka nie jesteś. Że chcesz i potrafisz zmienić własne życie.

Tylko Ty jesteś kreatorką swojego świata. Chcesz widzieć go do końca życia przez nie swoją soczewkę lęku, czy może wyrzucisz ten kieliszek i zobaczysz, jak to jest wziąć sprawy we własne łapki i wreszcie spać spokojnie?

Ja zdecydowałam.

Teraz Twoja kolej zdecydować, czego boisz się bardziej: trzeźwości czy kolejnych lat w tym samym lęku.

Trzymam za Ciebie kciuki.

Ubuntu.

Dodaj komentarz